Występne uczucia celebrytów PRL

Opr. na podstawie m. in. książki: Andrzej Klim, ?Seks, sztuka i alkohol. Życie towarzyskie lat 60.?, PWN, Warszawa 2013.
19.09.2016 11:53
A A A
Aktor Edmund Fetting

Aktor Edmund Fetting (fot. Zygmunt Januszewski)

Homoseksualiści w czasach PRL nie afiszowali publicznie swoich preferencji, ale ci o znanych nazwiskach niespecjalnie je ukrywali.

Kiedy telewizja emitowała w latach 60. jeden z pierwszych polskich teledysków, piosenkę „Kochać” w wykonaniu Piotra Szczepanika, drżały serca milionów Polek wpatrzonych w ekrany „Neptunów”, „Belwederów”, „Topazów” i „Nefrytów”. Część drżało na wspomnienie przeżyć związanych z tą piosenką, inne - nie tylko kobiety - z powodu przystojnego tancerza tańczącego w tle z piękną partnerką. Gerard Wilk, solista baletu Teatru Wielkiego w Warszawie, a później tancerz słynnego Baletu XX wieku Maurice'a Bejarta, był bowiem homoseksualistą (zmarł na powikłania związane z AIDS w roku 1995). Podobnie jak inny wielki polski tancerz, nieżyjący już Wojciech Wiesiołłowski, znany za granicami kraju jako Woytek Lowski. Także Witold Gruca i Stanisław Szymański – znani w czasach PRL-u świetni soliści baletu preferowali związki z mężczyznami. I, co ważne, jako nieliczni w tamtych czasach tego nie ukrywali. Szymański nosił ostentacyjnie damską torebkę i biżuterię, chodził po Warszawie w ostrym makijażu. Gruca mieszkał wiele lat na Saskiej Kępie z miłością swojego życia aktorem Jerzym Pietraszkiewiczem, amantem powojennego kina, znanym m. in. z roli Bohdana Zaleskiego w filmie „Młodość Chopina”.

Miłość po wspólny grób

Tancerzem warszawskiej opery był również Mieczysław Jankowski, miłość życia Jerzego Waldorffa. Oficjalnie Waldorff przedstawiał go jako dalekiego kuzyna, który uciekł w czasie wojny przed wywózką na Sybir i zamieszkał z nim. W rzeczywistości zakochali się w sobie jeszcze przed wojną, a ich związek zaaprobowała matka Jerzego Waldorffa i uznała Mieczysława za drugiego syna. Panowie przeżyli ze sobą 60 lat. Jankowski,, nie chcąc narażać się na plotki, że robi karierę na plecach słynnego krytyka, odmawiał przyjmowania dużych ról w przedstawieniach. Oprócz pracy zawodowej (był wykładowcą tańca w Państwowej Szkole Baletowej w Warszawie) zajął się więc prowadzeniem „kawalerskiego” domu obu panów, a także opieką nad nie mogącym pod koniec życia samodzielnie się poruszać Waldorffem. Waldorff zmarł w roku 1999 i spoczął w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach. W testamencie głównym spadkobiercą uczynił Jankowskiego, aby zabezpieczyć mu odpowiednie środki do życia. Oficjalnie była to spłata należności za kilkadziesiąt lat prowadzenia domu bez pobierania wynagrodzenia. Jankowski zmarł siedem lat później. Zgodnie z jego wolą i zapisem w testamencie Jerzego Waldorffa urna z prochami Mieczysława spoczęła w grobie Waldorffa.

W PRL łatwiej o tolerancję było w środowiskach artystycznych: wśród tancerzy, aktorów, pisarzy. Odbijało się to jednak w pewien sposób na ich karierze. Edmund Fetting, aktor o niskim, zmysłowym głosie (wykonawca m. in. słynnej ballady z serialu „Czterej pancerni i pies”), wbrew warunkom nie był obsadzany w rolach amantów. Podobno stał za tym związek z młodym tancerzem, który mieszkał z aktorem w willi na warszawskim Mokotowie. Reżyserzy nie oddzielali bowiem życia prywatnego Fettinga od jego zawodowych umiejętności. Związek z tancerzem, za którym aktor wręcz szalał, zakończył się jednak tragicznie. Młodzieniec zostawił Fettinga i wyjechał za granicę, a aktor poważnie zachorował z tego powodu na serce. To było powodem jego
śmierci w roku 2001.

Jeden obiekt – wielu wielbicieli

Tajemnicą poliszynela były homoerotyczne preferencje wielkich postaci polskiej literatury – Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Andrzejewskiego. W czasach PRL hołubieni przez władze (Andrzejewski pod koniec życia związał się z opozycją demokratyczną), obaj w związkach małżeńskich, przez pewien czas darzyli uczuciem tego samego mężczyznę – również pisarza – Marka Hłasko. Czy ten młody, przystojny „buntownik bez powodu” polskiej literatury, obiekt uczuć Agnieszki Osieckiej, odwzajemniał karesy starszych kolegów po piórze? Z Iwaszkiewiczem, który
pisał do Hłaski: „Tak się zgrywałeś Maruniu dla mnie, czy dla tych nędznych kobiet, które tam były?”, do bliższych kontaktów raczej nie doszło. Autor „Sławy i chwały” powetował sobie to niepowodzenie wiążąc się z robotnikiem Jerzym Błeszczyńskim, poetą amatorem, który uczucie odwzajemnił. Ażeby było bardziej pikantnie, Błeszczyński w czasie trwania związku z Iwaszkiewiczem, pozostawił swoją żonę dla innej kobiety. Zakochany w pięknym robotniku Iwaszkiewicz zabierał go na romantyczne wyjazdy w kraju i zagranicą, i pisał w „Dziennikach”: „Jakież szczęście, że mogłem mu to dać i że on mógł mi dać tyle. I nikt nie zrozumie tej radości, i tego szczęścia. Wszyscy myślą, że to polega na rżnięciu w dupę!”. Miłosne uniesienia skończyły się ze śmiercią chorego na gruźlicę Błeszczyńskiego.

Związek Andrzejewskiego i Hłaski był bliższy – Hłasko przez pewien czas pomieszkiwał u autora „Popiołu i diamentu”, ale z czasem zaczął unikać ustosunkowanego pisarza. „Jerzy, ja chyba nie będę będę mógł być dla Ciebie tym wszystkim, czym Ty byś chciał i czym – nawet może więcej - ja bym chciał” - pisał w liście do Andrzejewskiego. Już po wyjeździe Hłaski na stałe za granicę, wybuchł skandal – pisarz dowiedział się, że jest ojcem dziesięcioletniego już wówczas syna służącej Andrzejewskiego - Urszuli. Hłasko początkowo przyznał się do utrzymywania intymnych kontaktów ze służącą, ale ostatecznie dziecka jako swojego nie uznał, a jako jego ojca wskazywał męża służącej, bądź... samego Andrzejewskiego. Nie było to niemożliwe – pisarz był dwukrotnie
żonaty i miał dwoje dzieci.

Akcja „Hiacynt”

W czasach PRL homoseksualizm co prawda nie był karany (z kodeksu karnego zapis o karalności z tego powodu wykreślono jeszcze w roku 1932), ale osoby o takich skłonnościach były piętnowane społecznie i medialnie. Komunistyczne władze próbowały wykorzystać brak społecznego przyzwolenia na tego typu związki i zbierały kompromitujące materiały, aby szantażem zmusić ukrywających się homoseksualistów do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. W latach 1985-1987 Milicja Obywatelska przeprowadziła akcję „Hiacynt” polegającą na zakładaniu teczek osobom o tendencjach homoseksualnych – w sumie założono je 11 tysiącom osób (znajdowały się w nich m.
in. podpisane przez inwigilowanych deklaracje o ich orientacji seksualnej wraz z odciskami palców). Oficjalnym powodem było zapobieganie rozwojowi choroby AIDS w Polsce i walka z prostytucją. Nieoficjalnie chodziło o zbieranie „haków” na niewygodne osoby, w tym działaczy opozycji. 

Polecamy