Jacek Cygan o piosence "Mały Elf"

fragment książki "Życie jest piosenką" Jacka Cygana, wyd. Znak literanova
19.09.2016 11:07
A A A
Jacek Cygan,

Jacek Cygan, "Życie jest piosenką", wyd. Znak literanova (fot. mat. pras.)

Jest takie francuskie przysłowie: „Dobre wino nie potrzebuje etykiety”. Podobnie jest z
piosenkami. Utwór z filmu Emmanuelle, który skomponował i śpiewa Pierre Bachelet, ujmuje od razu swoją urodą, żeby nie powiedzieć, piękną nagością. Film obejrzałem pierwszy raz w 1976 roku w kinie w Montrealu. Sylwia Kristel jako Emmanule była zdumiewająco naturalna i olśniewająco śliczna. Nigdy nie sądziłem, że jeszcze kiedyś ponownie spotkam się z tym filmem. A jednak los zdecydował inaczej. Pod koniec 1984 roku zadzwoniła do mnie Halina Frąckowiak. Mieliśmy już twórczy kontakt przy okazji piosenki „Sól na twarzy” z muzyką Marka Stefankiewicza, za którą rok wcześniej otrzymaliśmy nagrodę w konkursie Programu Trzeciego Polskiego Radia. Teraz Halinka poprosiła o tekst do słynnego przeboju z filmu „Emmanuelle”. Właściwie nawet nie wiem, dlaczego chciała to śpiewać. Nie chodziło o tłumaczenie tekstu francuskiego, prosiła o zabawny, leciutki tekst, żeby oddać wdzięk i urodę tej melodii.

Oczywiście pisanie tekstu zacząłem od tego, że udałem się do wypożyczalni kaset wideo, które wtedy znajdowały się na każdym rogu — komu to przeszkadzało! Uprzejmy właściciel dał mi film „Emmanuelle” spod lady, mówiąc, że porno nie wolno im oficjalnie prowadzić. Był to jedyny przypadek w moim życiu, że oglądałem sobie nagie kobitki całkiem legalnie, że tak się wyrażę — służbowo! Szukałem potem jakiegoś odniesienia, podobieństwa do brzmienia słowa „Emmanuelle” — znalazłem „Mały Elf”. Kiedy już to miałem, zostało mi wymyślenie miłosnej historii, w której on zjawia się i znika, choć ona dała mu wszystko, w tym siebie. Oczywiście kusiło mnie, by parę kochanków umieścić w romantycznej scenerii, z kieliszkiem szampana w zakochanych dłoniach lub co najmniej wybitnego bordeaux.

Ostatecznie jednak, biorąc pod uwagę realia za oknem, zdecydowałem się tylko w jednym miejscu na zagranie trunkiem i to raczej nie z winogron. (...) W programie sylwestrowym Telewizji Polskiej na pożegnanie roku 1984 Halinka wystąpiła z
naszą piosenką. Pamiętam, jak ślicznie została sfilmowana na tle gipsowych greckich bogiń, w białej, niemalże tiulowej długiej sukni. Pajęczyna włosów podświetlona od tyłu, jakby się paliła. Zawsze mnie śmieszyło, że reżyser nie mógł sobie odmówić pewnej dosłowności i między posągami bogiń nie wiadomo dlaczego posadził jakiegoś niedużego faceta.

Rozumiem, że to miał być ów Mały Elf. Sprawę łagodzi fakt, że czujne oko rozpozna w tym „elfie” Aleksandra Nowackiego, niezwykle sympatycznego kompozytora, lidera zespołu Homo Homini. Tak więc przygoda z filmem „Emmanuelle” zakończyła się miło, utwór został w łaskawej pamięci widzów i słuchaczy, czego czasami doświadczam w dobrym słowie otrzymywanym od przygodnie spotkanych ludzi.

"Zjawił się pod wieczór przemarznięty Mały Elf,
Mówił, że na kilka chwil.
Wkrótce minął miesiąc i kochany Mały Wlf
W serce zapadł mi, jak nikt.
Cichy jak żak,
Ruszył va banque!
W kółko je „żetem”,
W gwiazdach jak Lem.
Gdzież tam bon ton,
Zmysłów wojażer
Pieścił mnie aż
Do szczytu marzeń.
Budził mnie niewinnie w środku nocy Mały Elf,
Pytał: czy to sen, czy my?
Lubił się zaklinać, że na zawsze, Mały Elf,
”Zawsze” się rozwiało w dym.
Wszystko, co chciał,
Tu u mnie miał.
I winegret,
I plac Pigalle.
I variétés,
Chłodne „trzy czwarte”
A został żal,
Smutne dell'arte.
Może to deszcz,
Może to łza
Pytasz, jak jest?
Comme çi, comme ça.
Mowił, że błąd,
Że nudzi się,
Otwarte drzwi,
Więc s'il vous plait!
Wyszedł tak pod wieczor mój znudzony Mały Elf,
Czekam, pewnie czekać chcę.
Łatwo go poznacie, nie pytajcie więcej mnie.
Ot, zwyczajny Mały Elf."

Polecamy