Staruszek serial

Wojciech Orliński
07.09.2016 09:37
A A A

"STAR TREK" (fot. archiwum)

Jako pierwszy pokazał kobietę w ciąży, małżeńskie łoże, a potem przełamał wszystkie moralne, kulturowe, gatunkowe tabu i bariery. Nazywa się serial, ma bez mała 70 lat i przeżywa właśnie swoje najlepsze lata.

Mary Kay and Johnny - Zaczęło się od sitcomu 1947-50

Dwa najstarsze gatunki telewizyjnego serialu to sitcom i telenowela. Oba są starsze od
telewizji - ich scenarzyści mieli za sobą doświadczenie w pisaniu scenariuszy seryjnych
słuchowisk radiowych z lat 30. Tamci z kolei też mieli gdzie sięgać po wzorce. Sitcom to
medialny kuzyn teatralnej farsy, czyli komedii omyłek. Radiowe telenowele były z kolei
nowoczesnym wcieleniem powieści w odcinkach z XIX-wiecznych magazynów dla kobiet.

Pierwszy odcinek pierwszego telewizyjnego sitcomu nadano 18 listopada 1947 r. na żywo ze studia jednej z pierwszych komercyjnych stacji telewizyjnych świata, DuMont Television Network. Potem perypetie młodego nowojorskiego małżeństwa, bo o tym opowiadał program „Mary Kay and Johnny”, przeniosły się do błyskawicznie rozwijającej się telewizji CBS. Pionierski charakter sprawił, że niewiele materiałów się zachowało. Odcinków powstało około 300, ale zachowało się kompletne nagranie tylko jednego. W amerykańskiej telewizji nie obowiązywał kodeks Haysa, serial „Mary Kay and Johnny” przeszedł więc do historii nie tylko jako pierwszy sitcom, ale także jako pierwsze w USA dzieło sztuk wizualnych, w którym pokazano małżeńską sypialnię z jednym łóżkiem (kodeks wymagał, by łóżka zawsze były dwa!) i kobietę w ciąży.

Strzały w Dodge City - Pierwsze kroki w plenerze 1955-75

Sztuka radiowego serialu umierała powoli. Jeszcze serial „Gunsmoke” (w Polsce nadawany jako „Strzały w Dodge City”) opowiadający, jak Marshall Matt Dillon próbuje zaprowadzić ład i porządek w rozdartym wojną domową miasteczku, zaczął być realizowany jako radiowe słuchowisko w 1952 r.

Pierwsze seriale kręcono na żywo w studiu telewizyjnym albo na scenie prawdziwego teatru. Dlatego właśnie pierwsze formaty to sitcom i telenowela - dla obu naturalne jest, że akcja odcinka dzieje się w jednym miejscu. Western kręcony w całości w studiu, bez choć jednego ujęcia grupy jeźdźców galopujących przez prerie, byłby oczywiście nudny. Dlatego jeszcze w 1952 r. uważano, że to wymarzony format dla radia, w którym prerię ludziom pokazuje najlepszy operator świata znany jako Oko Wyobraźni. Ale już po trzech latach wszyscy upewnili się, że telewizja nie będzie tylko przejściową ciekawostką, że to medium ma przyszłość. A ta przyszłość należeć będzie do odważnych, a nie tylko do dusigroszy. CBS podjął więc decyzję o produkcji nietypowo drogiego serialu... i ta decyzja procentuje do dziś.

Coronation Street - Ta telenowela trwa do dziś 1960-?

Dwudziestoletni Ken Barlow pochodzący z robotniczej rodziny z Manchesteru pewnego dnia odnalazł swoje nazwisko na liście szczęśliwców, którzy wylosowali stypendium pozwalające kontynuować edukację na uniwersytecie. Ken wiedział, że to koniec dotychczasowego życia. Dla własnej rodziny będzie zdrajcą, który porzucił robotnicze korzenie, i o swojej mamie będzie mówił „my mom”, a nie „me mam”, jak mawia proletariat z północy kraju. Koledzy z uniwersytetu, którzy nie musieli liczyć na państwową pomoc, będą z kolei zawsze widzieć w nim prostaka.

Życie brytyjskich telewidzów zmieniło się jednak jeszcze bardziej, bo od edukacyjnych
dylematów Kena (którego zresztą mało obchodziła rodzina i koledzy, dopóki dla koleżanek był „Kenem przystojniakiem”) zaczęła się najdłużej nadawana telenowela w dziejach telewizji. Ken Barlow, ciągle grany przez Williama Roache’a, jest już mocno po siedemdziesiątce. Miał w tym serialu trzy i pół żony (zależy, jak liczyć dwukrotnie poślubioną Deirdre), kilkanaście kochanek i co najmniej piątkę dzieci. Strach wymienić konkretne liczby, bo scenarzyści lubią w tym serialu odgrzać jakiś romans sprzed lat.

Pokolenie Anglików czekających na społeczne przemiany odnalazło w Kenie swoje alter ego. Ken ma wielkie życiowe ambicje, ale los (a właściwie wredni scenarzyści) nie pozwala mu na opuszczenie tytułowej uliczki na robotniczym przedmieściu Manchesteru. Z takim życiowym dylematem identyfikować się mogą także inne pokolenia. Nie tylko Anglików - stąd gigantyczny sukces.

Star Trek - Serial wyrusza w kosmos 1966-69

Nie, w powyższych datach nie ma błędu. Serial „Star Trek” o gwiezdnych wędrówkach
krążownika USS Enterprise naprawdę zdjęto z anteny po trzech sezonach - co w telewizji oznacza „umiarkowanie bolesną porażkę”.

To jak to się dzieje, że oglądamy w kinach trzynasty już film z tej serii? Ze względu na swoją unikalność „Star Trek” błyskawicznie zyskał status serialu kultowego. Był to bowiem pierwszy s-f na tyle serio traktujący człon „science”, że można napisać cały teoretyczny podręcznik „fizyki w „Star Treku «”.

W dzisiejszych mediach „kultowy” to pojęcie tak nadużywane, że aż wytworzyło się jego błędne znaczenie: „bardzo popularny”. Nic podobnego! Kultowość serialu niekoniecznie
oznacza to, że jego fani stanowią wpływową grupę, która chętnie kupi książkę i koszulkę, a do tego zasypie wytwórnię petycjami o dokręcenie dalszych odcinków. Tak się stało ze „Star Trekiem”. Te trzy sezony powtarzane były w kółko i wciąż miały wiernych widzów. Okazało się, że samo sprzedawanie im gadżetów związanych z serialem już jest niezłym modelem biznesowym.

Od 1979 r. zaczęto kręcić filmy pełnometrażowe, a od końca lat 80. - nowe seriale dziejące się w tym samym wszechświecie: „Następne pokolenie”, „DS9”, „Voyager” i „Enterprise”. Telewizje zaś dostały cenną lekcję, że na serialu można zarabiać nie tylko poprzez jego emisję.

 

Polecamy