ZNAMY SIĘ TYLKO Z WIDZIENIA. Trubadurzy. Pół wieku w szatkach z epoki

Rafał Podraza
25.07.2016 09:17
A A A
Zespół Trubadurzy

Zespół Trubadurzy (fot. archiwum)

Pewnego dnia 1963 roku koledzy z łódzkiego podwórka: Krzysiek Krawczyk, Marian Lichtman, Sławek Kowalewski, Jurek Krzemiński i Bogdan Borkowski, postanowili założyć zespół bigbitowy. Nim jednak wylansowali swój pierwszy przebój (była to tytułowa piosenka do kultowego już serialu „Wojna domowa”), akompaniowali i śpiewali w chórkach Annie German, która wraz ze znakomitą kompozytorką - Katarzyną Gaertner wypatrzyła zdolnych szarpidrutów podczas jakiegoś przeglądu piosenki. O kim mowa? Oczywiście o Trubadurach.

Oficjalnie debiutowali w Opolu w 1965 roku, ale tak naprawdę dopiero, kiedy do zespołu dołączył rozchwytywany już w tamtym okresie kompozytor - Ryszard Poznakowski, rozpoczęła się ich prawdziwa kariera i pojawiły się wielkie przeboje: „Kasia”, „Znamy się tylko z widzenia”, „Krajobrazy”, „Ej Sobótka, sobótka”, „Cóż wiemy o miłości”, „Przyjedź mamo na przysięgę”. Co ciekawe, o bycie nadwornym kompozytorem grupy zabiegała także wspomniana wcześniej Gaertner, będąca pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu młodych łodzian. Podobno to właśnie Trubadurów, a nie Czerwono Czarnych chciała zaangażować do wykonania swojej sławnej mszy beatowej. Trudno dzisiaj powiedzieć, jak potoczyłyby się losy formacji, ale niewątpliwe autorski team Ryszard Poznakowski-Janusz Kondratowicz, wywindował zespół na pierwsze miejsca list przebojów. W efekcie dosyć szybko obok Czerwonych Gitar  i Skaldów był to najbardziej popularny polski zespół bigbitowy, łączący elementy rocka z polską muzyką ludową. Tę mieszankę stylów podkreślał nieprzeciętny strój. Chłopcy, jak przystało na trubadurów, prezentowali się jak dworscy śpiewacy. Tyle, że nie z czasów średniowiecza, a raczej z epoki muszkieterów. Stylizacji dopełniały potężne mandoliny, które, by można było na nich grać, na scenie podtrzymywały specjalne stojaki. Był to znak rozpoznawczy zespołu.

Sprzedawali płyty i... ciuchy

Pierwszy rozłam nastąpił w 1967 roku. Każdy z członków formacji chciał robić coś na własną rękę. Powstała wtedy grupa No To C, oraz efemeryda – Izomorf 67. Na szczęście dla polskiej piosenki nie trwało to długo i po kilku miesiącach Krzysztof Krawczyk, Marian Lichtman, Sławomir Kowalewski i Ryszard Poznakowski postanowili znów działać pod szyldem Trubadurów. Nastąpił okres największej świetności grupy. Wystąpili na wszystkich najważniejszych festiwalach w Polsce. Z koncertami zjeździli całą Europę i Azję, szczególnie entuzjastycznie byli przyjmowani w Związku Radzieckim, gdzie sprzedali ponad dziesięć milionów płyt i, gdzie oprócz koncertów, na potęgę handlowali. ciuchami. – No cóż, jakoś trzeba było sobie radzić – wspomina to zajęcie z uśmiechem Marian Lichtman. Do dzisiaj pamięta, jak pułkownikowi KGB sprzedał zamiast garnituru jedwabną piżamę, a ten dumny, przybył w niej, obwieszony medalami, na koncert zespołu!

Trubadurzy pod koniec lat sześćdziesiątych mogli się pochwalić masą nagród i festiwalowych wyróżnień oraz kilkoma „Złotymi Płytami”. Żeby taką otrzymać, trzeba było sprzedać minimum 150 tysięcy egzemplarzy! Dzisiaj wymagane jest zaledwie. 15 tysięcy.

Odejścia i powroty

W 1969 roku szeregi grupy opuścił Ryszard Poznakowski. Fani byli przerażeni, że przez to rozpadnie się zespół. Doszukiwano się powodu tak nagłego odejścia, był on prozaiczny - poszło bowiem o piosenki. I Sławomir Kowalewski i Marian Lichtman także pragnęli, by ich kompozycje pojawiały się na płytach, a tego nie chciał zaakceptować Poznakowski. Trubadurzy nie załamali jednak rąk i do współpracy zaprosili wokalistkę Halinę Żytkowiak. Największym przebojem z tego okresu jest niewątpliwie piosenka „Wiera, Wiera, czarne oczy miałaś”.

W 1972 roku do zespołu wrócił Poznakowski. Trubadurzy zaczęli brzmieć nowocześniej i zmienili sceniczny image – pojawiły się kolejne przeboje. Słowem, nad formacją znów zaświeciła jasna gwiazda. Jednak nie trwało to długo. W 1973 roku Krzysztof Krawczyk postawił na karierę solową. Tej burzy zespół nie wytrzymał – grupa przestała formalnie istnieć. Dla fanów był to szok. Dzisiaj, po latach, może ocenić, że odejście Krawczyka i nie było jedynym powodem rozpadu zespołu; zmieniły się też mody - bigbit był wypierany przez pop, w którym zespół się nie odnajdował. Drogi panów się rozeszły: Lichtman wyjechał do Danii, Kowalewski zaczął realizować swoje muzyczne wizje, a Poznakowski i Kondratowicz zajęli się repertuarem niegdysiejszego frontmena Trubadurów. Ten jeszcze, dosłownie na moment, w 1976 roku powrócił do reaktywowanego na tę okoliczność kwartetu i nagrał z nim płytę „Znowu razem”. Był to ukłon w stronę kolegów, bo po wspólnej – bardzo udanej - trasie koncertowej Krawczyk definitywnie rozstał się z grupą. Była to także pożegnalna trasa zespołu. Trubadurzy zniknęli z polskiego szołbiznesu.

 

Zagrajmy to jeszcze raz

W latach osiemdziesiątych zespół próbowali reanimować Sławomir Kowalewski i Ryszard Poznakowski, jednak poza wylansowaniem przeboju „Dżingis Chan” nic więcej nie udało się im osiągnąć... Na wielki come back Trubadurów fani musieli jeszcze poczekać. Cierpliwość została nagrodzona - w 1993 roku zespół powrócił na scenę w dużym stylu. Na nowo zaaranżowane przeboje z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ponownie pozwoliły grupie na zaistnienie w świadomości Polaków, znów Trubadurzy byli na topie. W natłoku koncertów i wywiadów, zespół nagrał tytułową piosenkę do popularnego serialu „Fitness Club”, w 1998 roku ukazała się bardzo dobrze przyjęta przez publiczność płyta „Zagrajmy rock and rolla jeszcze raz”.

 

W 2004 roku Trubadurzy za swoją działalność zostali odznaczeni przez prezydenta RP „Złotym Krzyżem Zasługi”, a sześć lat później – odebrali brązową „Glorię Artis” przyznaną im przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Niestety, w międzyczasie miał miejsce kolejny w historii rozłam. Z zespołu odszedł (ponownie) Ryszard Poznakowski, był to wynik niesnasek, jakie wybuchły w formacji, po zaproszeniu jej do wzięcia udziału w kampanii wyborczej Samoobrony. Miejsce Poznakowskiego zajął odkrywca Anny Jantar – Piotr Kuźniak, współpracujący już wcześniej z zespołem. W 2015 roku Trubadurzy świętowali pięćdziesięciolecie istnienia. Z tej okazji, prócz trasy koncertowej, na opolskim rynku, w tracie trwania festiwalu piosenki, odsłonili swoją gwiazdę w Alei Gwiazd Polskiej Piosenki.

- Właśnie koło historii się zatoczyło – powiedział Marian Lichtman udzielając wywiadu po tym wydarzeniu. – Tu, gdzie zaczynaliśmy przygodę z piosenką w 1965 roku, dziś wróciliśmy, by odcisnąć swoje dłonie w panteonie polskiej piosenki. Cudowne uczucie i cudowne poczucie spełnienia”.

 

Polecamy