Był taki czas, kiedy bananówę miała każda kobieta

red.
07.07.2016 14:56
A A A
Spódnica bananowa robiona szydełkiem

Spódnica bananowa robiona szydełkiem (fot ANDRZEJ RYBCZYŃSKI)

Czterdzieści lat temu nosiła ją - lub marzyła o niej - każda dziewczyna. Oryginalnie spódnica była dwukolorowa, choć nie brakowało najróżniejszych, bardziej fantazyjnych wersji.

Bananówa uszyta ze snów

Skąd owocowa nazwa? Kliny, z których uszyta była spódnica, kształtem i formą przypominały fragmenty skórki banana. Warunkiem dobrego wyglądu w tak uszytym ciuchu była szczupła sylwetka, bo spódnica opierała się na biodrach i bardzo je podkreślała. Co się do niej nosiło? Jakąś obcisłą górę (dziś zwaną topem) i buty na platformach. Pożądany był również wielki kapelusz - najlepiej z takiego samego materiału, z jakiego uszyta była spódnica.

Bananówki pojawiły się do prawda w warszawskim Juniorze, ale nie każda z dziewczyn miała szczęście, żeby modny ciuch upolować. Szył więc, każdy, kto potrafił - na maszynie, lub nawet w ręku, śpiesząc się by zdążyć przed imprezą. Przy takim domowym szyciu bezcenny był wykrój (np. z przywiezionej z Niemiec Burdy), dlatego dziewczyny przekazywały je sobie, lub kroiły taśmowo, dzieląc się z koleżankami, a potem każda już sama zszywała sobie spódnicę.

Z czego powstawały bananówy? Z czego się dało. Choćby z obrusów czy materiałów na poszwy, bo w sklepach z tkaninami królowały elany i bistory.

Aktorka Helena Norowicz tak w portalu natemat.pl wspomina swoją bananówę: U dziewczyny po odzieżówce, która robiła czasem ubrania ze skóry, zobaczyłam bardzo fajną spódnicę bananową. Połączenie brązowego zamszu z kurtki ze złotawo-srebrną skórą. Kupiłam sobie tę spódnicę, ale brakowało mi do niej góry, nie mogłam nic dopasować. Wzięłam resztki skóry, które od tej dziewczyny dostałam, poszłam do krawca i powiedziałam: „panie Mieciu, zrobimy takie wdzianko”. On odpowiedział, że to nie wyjdzie, ale ja się uparłam. Powiedziałam, że tutaj zrobimy taką łatkę, tu uzupełnimy, poukładamy i wtedy się zgodził.

Do historii polskiej mody przeszła biało – niebieska bananówa, w której Maryla Rodowicz zaśpiewała na sopockim Festiwalu w 1973 roku swój największy bodaj przebój. Na białych klinach był napis Małgośka. Kreacja piosenkarki zrobiła furorę wśród ówczesnych dziewczyn, na ulicach pojawiło się mnóstwo kopii. Zresztą cały opolski występ Maryli Rodowicz stał się ikoną tamtych lat. Piosenkarka wjechała na scenę czerwonym maluchem, a potem wyszła w szałowej spódnicy.

Szyłam dla koleżanek

Oto opis spódnicy, który znalazłam w internecie: bananówa jest zrobiona z podłużnych kawałków materiału, wykończona na dole falbaną. Moim zdaniem żadnej falbany nie było! Materiał trzeba było tak skroić, by podczas ruchu spódnica wirowała wokół nóg. Nie szyło się ze skosu! Wiem co mówię. Dostałam na początku lat 70-tych wykrój od pewnej znajomej i namiętnie szyłam dla koleżanek takie spódnice. Z materiału wykrawało się (wg wzoru) kawałki o kształcie falistym i one po zszyciu dawały taki efekt, jak słynna spódniczka z bananów czarnoskórej amerykańskiej tancerki Józefiny Baker. Tyle że bananowe spódnice były do ziemi.

Czytelniczka Anka

Nosiła je cała Warszawa

Gdy moda na bananówki zaczęła właściwie wygasać, producenci odzieży ocknęli się i „odpowiedzieli na potrzeby rynku”. Warszawskie domy Centrum zostały wprost zalane bananówkami. Tyle, że wszystkie były identyczne, uszyte z tych samych dwóch kretonów typu „łączka”. Wkrótce chodziła w nich cała Warszawa, ale dla dziewczyn, które chciały zadać szyku, był to szczyt obciachu.

Czytelniczka Marta

Polecamy