Muppet Show. Nie jest łatwo być zielonym...

Wojciech Orliński
28.06.2016 11:23
A A A
Atrakcją serialu zawsze byli zaproszeni żywi goście. Wystąpili tu m.in. Charles Aznavour, Liza Minnelli, Joel Grey (konferansjer z 'Kabaretu'), Twiggy, Elton John, Peter Sellers, Petula Clark, John Cleese, Raquel Welch, Dizzy Gillespie, Harry Belafonte, Mark Hamill, Johny Cash, Joan Baez.

Atrakcją serialu zawsze byli zaproszeni żywi goście. Wystąpili tu m.in. Charles Aznavour, Liza Minnelli, Joel Grey (konferansjer z 'Kabaretu'), Twiggy, Elton John, Peter Sellers, Petula Clark, John Cleese, Raquel Welch, Dizzy Gillespie, Harry Belafonte, Mark Hamill, Johny Cash, Joan... (Fot.: archiwum)

W połowie lat 70. Jim Henson był spełniony jako artysta i producent - realizowana od 1969 roku „Ulica Sezamkowa” była wielkim międzynarodowym sukcesem. Hensona dręczyło jednak to, że ten sukces ma swoją niewymierną cenę - został zaszufladkowany jako twórca programów dla dzieci. A to nigdy nie było jego intencją.

Jim Henson to ucieleśnienie sukcesu po amerykańsku. Urodzony w małej wiosce w prowincjonalnym stanie Missisipi od dziecka pasjonował się lalkami. Jeszcze jako licealista w latach 50. zaczął realizować właśnie lalkowe przedstawienie dla lokalnej telewizji, która należała do dużej sieci NBC. Zgodnie ze scenariuszem amerykańskiego snu w centrali NBC w końcu zainteresowano się młodym zdolnym lalkarzem i powierzono mu realizację programów dla dzieci na szczeblu ogólnokrajowym.

Wyjść z szufladki

Amerykański sen ma jednak też gorszą stronę - jeśli dasz się poznać jako dobry autor lalkowych programów dla dzieci, możesz przebierać w propozycjach pracy dziecięcego lalkarza, ale ten sam sukces okazuje się kulą u nogi, jeśli chcesz spróbować sił w czymś innym. W latach 60. Henson próbował realizować awangardowe filmy (nie tylko animowane), jednak telewizja była zainteresowana głównie tym, co robił z myślą o widowni dziecięcej. Odnosił sukces za sukcesem - jednym z najważniejszych było uruchomienie w 1969 r. „Ulicy Sezamkowej” - ale czuł się niespełniony. Jego mapety - oryginalne kukiełki będące skrzyżowaniem tradycyjnych pacynek i marionetek stworzone specjalnie dla telewizji (mapety nie nadają się do teatru, bo trudno w ich przypadku ukryć animatora) były wynalazkiem zasługującym na coś więcej niż tylko serię programów dla dzieci. Henson wciąż owładnięty był ideą programu z mapetami występującymi w dorosłych rolach - snującymi romanse, knującymi intrygi, dyskutującymi o poważnych sprawach. Niestety, nikt w USA nie był zainteresowany robieniem lalkowego programu dla dorosłych.

Kierownik rewiowego teatru

Odsiecz nadeszła zza oceanu ze strony telewizyjnego producenta, który również przeszedł życiową drogę „od pucybuta do milionera”, ale w jej dużo sympatyczniejszym, europejsko-starozakonno-słowiańsko-romańsko-anglosaskim wcieleniu. Był to sir Lew Grade, urodzony w roku 1908 w maleńkiej wiosce na Ukrainie. Jego rodzice wraz z liczną gromadką dzieci - rodzeństwem przyszłego magnata telewizyjnego - uciekli z pogrążającego się w przedrewolucyjnym chaosie imperium i po długiej tułaczce przez Europę osiedlili się w końcu w londyńskim East Endzie.

Jak przystało na trzeciego syna ubogiego żydowskiego krawca, Lew Grade wybrał karierę w show-biznesie. Jego pasją stał się świat teatrzyków rewiowych, które nie stawiają sobie żadnych ambicji poza dostarczaniem rozrywki ludziom ciężko zapracowanym - jak jego ojciec czy on sam - którzy przyszli, by zapomnieć o troskach podczas wieczoru w variétés. Zdolny i pracowity Grade błyskawicznie zrobił w tym światku karierę - od pracownika fizycznego do znanego impresaria. A kiedy po wojnie teatrzyki rewiowe zostały zdmuchnięte przez nowego dostarczyciela rozrywki - telewizję - Grade nie przegapił okazji, by opanować ten nowy obszar.

Jako producent telewizyjny Grade słynął z genialnego nosa, który pozwalał mu bezbłędnie wyczuć, co się widowni spodoba. Realizowane przez niego programy telewizyjne przynosiły brytyjskiej koronie setki milionów dolarów rocznie (za co w 1969 r. został wyniesiony do godności barona). Nie kierował się w swej pracy żadnymi regułami. Wylansował Toma Jonesa, znienawidzonego przez wszystkich krytyków, a ubóstwianego przez siedzące przed telewizorami gospodynie domowe. Wylansował też Rogera Moore'a jako Świętego. A także żabę Kermita w roli kogoś, w kim sir Lew Grade mógł odnaleźć siebie samego sprzed lat - kierownika rewiowego teatru, codziennie użerającego się ze zmanierowanymi aktorami, wiecznie niezadowolonymi widzami, personelem technicznym i tajemniczym wujkiem Scootera, do którego należy ten teatr.

Galeria osobliwych postaci

Kermit (podobnie jak większość mapetów) narodził się na długo przed „Muppet Show”. Henson zaczął realizować swój znakomity serial dla brytyjskiej telewizji w 1975 r., tymczasem żaba Kermit występowała już w latach 60. w programach dla dzieci robionych przez Hensona, który uważał tę lalkę za swoje alter ego (Kermit mówi jego głosem). Kermit z „Ulicy Sezamkowej” był jednak tylko żabą z ludzkim głosem, Kermit z „Muppet Show” to już jest żaba z ludzkimi problemami.

Właściwie o każdej postaci „Muppet Show” można napisać osobny felieton. O Miss Piggy jako karykaturze kobiecości. O dwóch zblazowanych widzach z loży - Statlerze i Waldorfie - jako alegorii postmodernistycznej widowni, która wszystko widziała i nic jej nie bawi. O Gonzo, dziwaku o niewyjaśnionym biologicznie pochodzeniu. Nawet język Szwedzkiego Kucharza, swoista mutacja angielskiego, doczekał się licznych analiz, a nawet programów komputerowych, dokonujących tzw. cheferizacji, czyli tłumaczących normalny angielski na język Szwedzkiego Kucharza (monolog Hamleta w tym języku brzmi: „Tu be-a oor nut tu be-a, thet is zee qooesshun”).

Znowu tylko żaba...

Henson pracował nad serialem przez sześć lat (1975-81), po czym go porzucił dla innych projektów, m.in. „Skały Fraglesów”. Nigdy nie zrobił już niczego, co tak wspaniale łączyłoby rozrywkę dla dzieci z rozrywką dla dorosłych. Twórca mapetów zmarł w roku 1990. Starszy od niego o prawie 30 lat sir Lew Grade zdążył jeszcze go pożegnać w filmie dokumentalnym poświęconym Hensonowi. Zmarł osiem lat później w wieku 91 lat, do końca zachowując trzeźwość umysłu. Ale trzeba wiedzieć, że sir Lew wiódł bardzo zdrowy tryb życia - pracował od piątej rano do dwudziestej drugiej, odpalał jedno cygaro od drugiego, pił dużo wina i jadł dużo mięsa bogatego w cholesterol.

Kermita do dzisiaj można zobaczyć w filmach i programach dla dzieci, ale bez swoich dwóch duchowych ojców, to znowu jest już tylko żaba gadająca ludzkim głosem.

Polecamy