Historia jednej piosenki. Krzysztof Klenczon i Czerwone Gitary

Wypowiedź Janusz Kondratowicza pochodzi z książki Rafała Podrazy „Wieczór nad rzeką zdarzeń”, wyd. Oficyna R
20.06.2016 08:55
A A A
Fot.: Zespół Czerwone Gitary

Fot.: Zespół Czerwone Gitary (fot.: STEFAN KRASZEWSKI)

Był czas, że jeździłem w trasy z Czerwonymi Gitarami. Raz po koncercie zatrzymaliśmy się w takiej ni to oberży, ni to hotelu. Był luty lub początek marca. Śnieg padał taki, że jeśli pług nie jechałby przed naszym autobusem, nie moglibyśmy się dostać na kolejne koncerty. Zjedliśmy kolację, coś wypiliśmy i rozeszliśmy się do pokoi. Wszyscy prócz Klenczona, ten bowiem, już po dwudziestej drugiej, stwierdził nagle, że pójdzie na spacer. Założył swój nieśmiertelny kożuszek i oznajmił, że idzie zwiedzać okolicę. Przyjrzałem mu się uważnie i zacząłem odradzać:

– Krzysztof, jest ciemno...

– Ale księżyc świeci. Śnieg przestał padać. Gwiazdy świecą, okolica wygląda na spokojną. Idę zwiedzać!

– Krzysztof... – próbowałem interweniować.

– Oj, przestań! Idę zwiedzać, może ktoś mnie przygarnie, zaprosi do stołu, zaproponuje nocleg.

Dałem spokój. Poszedł. Jak poszedł, tak nie wrócił... Po północy zaczęliśmy się niepokoić, tym bardziej, że znów zaczął sypać śnieg. Wyszliśmy z budynku, nawoływaliśmy, ale przepadł jak kamień w wodę. Nie spaliśmy całą noc, rozmyślając, gdzie się podział. Szefowie Estrady myśleli już bardzo poważnie o zawiadomieniu milicji. Niewyspani i wciąż spanikowani jedliśmy koło ósmej śniadanie, gdy nagle otworzyły się drzwi naszej ni to oberży, ni to hotelu, zawiało śniegiem i wtoczyła się... ogromna biała kula – istny bałwanek. Skrzypczyk popatrzył na przybysza:

– Człowieku, kim ty jesteś, dziadkiem mrozem?

– Nie, nazywam się Klenczon... prawdopodobnie – mruknął bałwanek znajomym głosem.

– Krzysztof?! – kanapka wypadła mi z ręki.

– A kto?! Pewnie, że ja!

Dopadliśmy go i zaczęliśmy ściągać z niego przemoczony do cna kożuszek. Rozebraliśmy go do slipek, okryliśmy kocem i – na siłę, bardzo powoli – wlaliśmy mu w gardło cały zapas procentów. Kiedy wreszcie po godzinie doprowadziliśmy go do porządku, zaczęło się przesłuchanie. Klenczon jednak nie chciał mówić. Na nasze pytania jedynie tajemniczo się uśmiechał i w końcu rzekł:

– Idę spać. Obudźcie mnie za dwie godzinki. – I tyle. Ruszył na górę.

Po dwóch godzinach poszedłem do niego. Przy okazji zaniosłem mu kanapki. Nie chciał jednak jeść.

– Jedz, tak nie można – martwiłem się.

– Jasiu, co ja będę jadł, jak ja mam takie piękne wspomnienia...

– Jakie wspomnienia, co ty majaczysz?

– Dziewczyny były takie ładne, a w stodole było ciepło...

– Co wy robiliście w stodole?

– Spaliśmy. Wiesz, były krowy, świnie, konie i mnóstwo siana. Gospodarz zaprosił mnie do izby, przyniósł alkohol, jakieś kiełbasy i siedzieliśmy. Później gospodarz poszedł spać, a jego córki odprowadziły mnie do stodoły. A jedna z nich, gdy się dowiedziała, kim jestem, powiedziała, że rozgrzeje mnie swoim ciałem...

Musiałem mieć bardzo dziwną minę, bo Krzysztof jedynie poklepał mnie po ramieniu i rzekł tajemniczo:

– Od teraz już zawsze, jak będziemy w trasie, będę chodził na nocne spacery! Noc mnie kocha. Szkoda, że nie wiem, jak ta dziewczyna miała na imię, bo wysłałbym jej zdjęcie z autografem...

Jeszcze w tym samym dniu napisałem o tym piosenkę. Tytuł urodził się dzięki Jurkowi Skrzypczykowi. To on w pierwszym odruchu, kiedy rozgrzewaliśmy Krzyśka w izbie tej ni to oberży, ni to hotelu, zagadnął go:

– Powiedz, stary, gdzieś ty był?

Kiedy Krzysztof dostał ode mnie tekst, przeczytał go i rzekł tajemniczo:

– Hm... jakbyś tam był.

 

Powiedz stary, gdzieś Ty był

Powiedz, stary, gdzieś ty był? Dziwną minę masz.
Pewnieś zwiedził Rzym lub Krym już nie jeden raz.
Możeś wiatry w polu gnał, aż zgubiłeś ślad?
Powiedz, gdzieś pod rynnę wpadł?
Powiedz, stary, gdzieś ty był? Ileś soli zjadł?
Może urwał ci się film u podnóża Tatr?
Coś przed nami ukryć chcesz, lecz nie zwiedziesz nas!
Powiedz! Już najwyższy czas!
Stara wiara znów przygarnie cię - szkoda słów!
Więc uśmiechnij się i do góry głowa!
Powiedz, stary, gdzieś ty był przez okrągły rok?
Pewnie świat nie szczędził ci zmartwień ani trosk.
I choć grałeś, nie dał los tych najlepszych kart.
Siadaj! Może byś coś zjadł?
Stara wiara znów przygarnie cię - szkoda słów!
Więc uśmiechnij się i do góry głowa!
To nieważne, gdzieś ty był! Byłeś diabła wart!
To nieważne, gdzieś ty był! Nie udał ci się start.
Słuchaj, stary, sekret znam, by uratować cię:
Już najwyższy czas - zakochaj się! x3

 

Polecamy