Jak bimber podmywał PRL

Michał Matys
29.08.2016 10:41
A A A
Warszawa, Hala Mirowska

Warszawa, Hala Mirowska (fot. ZYBURTOWICZ/FOTONOVA)

Kiedy w stanie wojennym władze wprowadziły kartki na wódkę, produkcja bimbru przybrała imponujące rozmiary, a w pierwszej połowie lat 80. działało ponad 150 tys. bimbrowni. Szacunki oficjalne mówiły, że 30 proc. alkoholu pochodzi z nielegalnego źródła. W rzeczywistości mogła to być nawet połowa, bo w PRL zwykle zaniżano niekorzystne statystyki.

 - W socjalizmie cukier miał podwójną naturę tak jak Doktor Jekyll i Mister Hyde. Spora część społeczeństwa uważała, że jest artykułem pierwszej potrzeby i jako taki winien być tani. Ale inna część traktowała go jako surowiec do produkcji bimbru - mówi prof. Wojciech Morawski ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Monopol na produkcję wódki miały gorzelnie Polmosu (słowo to jest akronimem od Polski Monopol Spirytusowy), a dochody z jej sprzedaży stanowiły aż 10 proc. budżetu państwa. Chcąc je zwiększyć, władze podnosiły cenę alkoholu, choć bały się, że jeśli jednocześnie nie wzrośnie cena cukru, to bimbrownictwo stanie się jeszcze bardziej opłacalne i będzie się jeszcze szybciej rozwijać. W efekcie dochody Polmosu, zamiast wzrosnąć, spadną.

Rozwiązaniem miało być wprowadzenie w lipcu 1976 r. kartek - miesięcznie na jedną można było wykupić 2 kg cukru, płacąc po 10,50 zł za kilogram. Cukier można też było kupić w większej ilości, ale wtedy płaciło się już 26 zł. Manewr ten nie powstrzymał bimbrowników i gdy na początku lat 80. kryzys gospodarczy trwał już w najlepsze, domowa produkcja samogonu kwitła jak chyba nigdy wcześniej. (..)

Z miast do lasów i z powrotem

Komuniści postanowili rozprawić się z bimbrownikami już w 1944 r., gdy pod bokiem Armii Czerwonej tworzyli rząd w Lublinie. Za pędzenie wprowadzili karę więzienia, ale
bimbrownicy (i nie tylko oni) specjalnie się tym nie przejęli. (...) W 1946 r. urzędnicy
skarbowi donosili, że bimber można kupić w kawiarniach, sklepach, a także na straganach ulicznych, „i to zarówno w naczyniach zamkniętych, jak i do spożycia na miejscu”. W tej sytuacji władze utworzyły specjalną komisję do karania bimbrowników, która zastąpiła sądy i tylko w 1947 r. wysłała do obozów pracy 1016 osób.
Bimbrownicy wynieśli się więc z miast do wsi i lasów, a od 1959 r. musieli kryć się jeszcze staranniej, bo zaczęła obowiązywać ustawa przewidująca karę więzienia już za samo posiadanie bimbru lub aparatury do jego pędzenia. Ustawa ta obowiązywała aż do samego końca Polski Ludowej. (...)

W końcu lat 60. podstawowym surowcem do wytwarzania bimbru stał się cukier. Produkcja z cukru była prosta, nie wymagała wielkich ilości zboża czy ziemniaków i dzięki tej technologii bimbrownicy zaczęli wracać do miast. Zawzięcie zwalczał ich rządzący Polską od 1956 do 1970 r. Władysław Gomułka, ale już jego następca Edward Gierek patrzył na nich przez palce. W dekadzie Gierka powstawało wiele nowych fabryk, do których przyjeżdżali pracować ludzie ze wsi traktujący bimbrownictwo jak rzecz absolutnie normalną i tradycyjną. To z nimi bimbrownictwo ostatecznie wróciło do miast. (...) Edward Gierek patrzył przez palce na pędzenie samogonu, więc w latach 70. milicjanci rzadko organizowali większe akcje.

Popularna stała się tzw. receptura grunwaldzka, nazwana tak od roku, w którym stoczona została zwycięska bitwa z Krzyżakami: kilogram cukru, cztery litry wody i 10 dekagramów drożdży. Czyli 1+4+10, co daje 1410. (...)

Abstynent wypowiada wojnę

W latach 80. generał Wojciech Jaruzelski, abstynent absolutny, wydał bimbrownikom wojnę. W 1982 r. wszedł w życie słynny zakaz sprzedaży alkoholu przed godziną 13, który przetrwał aż do upadku PRL.

Kampanie antybimbrownicze z lat 80. przypominały te z epoki Gomułki, ale w 1985 r.
zaostrzono kary - za wytwarzanie większej ilości samogonu groziło więzienie bez
zawieszenia. W stanie wojennym milicjanci wspierani przez wojskowe grupy operacyjne krążyli po wsiach i lasach w poszukiwaniu siedzib bimbrowników, a propaganda starała się nagłośnić ich sukcesy - spektakularne zatrzymania miały zniechęcić do pędzenia. „Tu, wśród wiekowych buków i dębów, trzej panowie, zdecydowani przeciwnicy państwowego monopolu spirytusowego, aczkolwiek bynajmniej nie abstynenci, we własnym zakresie postanowili zaspokajać pragnienie. Milicja skonfiskowała niezbyt skomplikowaną aparaturę oraz system alarmowy w postaci sznurka, o który przewracać się mieli niezapowiedziani goście” - relacjonował reporter „DTV”. Innym razem poinformowano o wydarzeniach w pewnej wsi w ówczesnym województwie sieradzkim, w której za pędzenie bimbru zatrzymano wszystkich dorosłych mężczyzn.

Cała Polska pędzi

Na odcinku bimbrownictwa generał wskórał niewiele. Polacy wypijali tyle wódki, że Polmosy nie nadążały z produkcją, i jesienią 1981 r. władze wprowadziły na nią kartki, ale wycofały się z tego kroku już dwa lata później. Reglamentacja alkoholu spowodowała, że produkcja bimbru przybrała imponujące rozmiary - jak podaje prof. Kochanowski, w pierwszej połowie lat 80. w kraju działało ponad 150 tys. bimbrowni!

- Oficjalne szacunki mówiły, że 30 proc. alkoholu na rynku pochodzi z nielegalnego źródła, a w rzeczywistości mogła to być nawet połowa, bo w PRL zwykle zaniżano niekorzystne statystyki. Zależność była oczywista: im mniej cukru na rynku, tym więcej bimbru wyprodukowanego domowymi sposobami - mówi Krzysztof Bil-Jaruzelski, pomysłodawca Muzeum Bimbrownictwa powstałego w 2009 r. w Białymstoku. Muzeum to szybko zapełniło się kadziami i aparatami do destylacji, a niektóre przypominały bardziej wyposażenie fabryk niż urządzenia do domowego użytku. Większość pracowała w białostockich lasach jeszcze wiele lat po upadku komunizmu. - Ci, którzy pędzili bimber, byli pionierami wolności gospodarczej i konkurencji w Polsce - uważa Bil-Jaruzelski. - A nasze muzeum to nie tylko atrakcja dla turystów, ale także miejsce nostalgicznych spotkań. (...)

Polecamy