Karin Stanek. Sex-kapiszon

Rafał Podraza
06.10.2016 14:01
A A A
KARIN STANEK

KARIN STANEK (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Nazywana "polską Janis Joplin", "atomową Kaśką", "polskim Presley'em", a przez twórcę legendarnego Festiwalu Młodych Talentów, Jacka Nieżychowskiego, "sex-kapiszonem".

Pochodziła ze śląskiego Bytomia. W domu się nie przelewało - Karin miała sześcioro  rodzeństwa. By pomóc mamie, jeszcze przed ukończeniem podstawówki, fałszując datę urodzenia, zatrudniła się jako goniec w Przedsiębiorstwie Instalacyjnym Przemysłu Węglowego. Życie jej nie rozpieszczało. Po pracy zajmowała się rodzeństwem, a w wolnych chwilach, choć miała ich naprawdę niewiele, śpiewała i. grała w piłkę. Co ciekawe, musiała być w tym dobra, bo koledzy z podwórka zabijali się, by tylko zechciała grać w ich drużynie. Dziewczyna goniąca za piłką dziś już nie robi wrażenia, ale Karin, by nie szokować, postawiła na śpiew. Chociaż zagorzałym kibicem została do końca życia - mogłaby rozmawiać o piłce z najlepszymi komentatorami sportowymi równy z równym.

Dziewczyna z gitarą

Była muzycznym samoukiem, przygodę z piosenką zaczynała w amatorskich zespołach młodzieżowych. Namówiona przez znajomych pojechała na przesłuchania do Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” - komisja stwierdziła, że niewątpliwie talent Karin ma, ale niekoniecznie odnalazłaby się w repertuarze zespołu.

Dzięki wujkowi zakochała się w brzmieniu gitary, która stała się od tej chwili stałym elementem jej scenicznego wizerunku. Za zrobione jako goniec pieniądze ubłagała mamę, by ta pozwoliła kupić instrument. Udało się. Śpiewała gdzie tylko się dało - w remizie, na balu rencistów. Wszędzie wzbudzała aplauz i sympatię.

W 1961 roku Karin zgłosiła się do organizowanego przez Polskie Radio Katowice konkursu wokalnego. Oczarowała jurorów i bez problemów zakwalifikowała się do finału. Mimo to w konkursie nie wystąpiła. Może zabrzmi to śmiesznie, ale zaspała i kiedy weszła do sali, konkurs już trwał na dobre. Wystraszyła się i uciekła. Widać jednak, kariera była jej pisana. W 1962 roku zespół Czerwono-Czarni poszukiwał na Śląsku młodych talentów. Karin z początku nie chciała iść na przesłuchania, ale  przekonana przez swego chłopaka poszła i zaśpiewała tak, że Czerwono-Czarni zaprosili ją do finału ogólnopolskich poszukiwań. Tam Karin wygrała bezapelacyjnie - została solistką Czerwono-Czarnych. Z miejsca zaproponowano jej kontrakt. Po konsultacji z mamą, Karin postanowiła go podpisać, tym bardziej, że honorarium jakie miała otrzymać na tournée było jak na tamte czasy oszałamiające. Rzuciła (nie bez satysfakcji) pracę gońca i ruszyła w trasę po Polsce.

Malowana lala

Z dnia na dzień jej kariera nabrała niesamowitego rozpędu. Znakiem rozpoznawczym młodej piosenkarki były dwa czarne warkocze, gitara i. spodnie. Stanek nie cierpiała sukienek i spódnic. Z Czerwono-Czarnymi śpiewała wielokrotnie na najważniejszych imprezach w Polsce, zjeździła pół Europy, była w Kanadzie i USA ( gdzie biznesmen polskiego pochodzenia proponował jej ślub). W 1962 roku dostała, podobnie jak Helena Majdaniec, zaproszenie do Sopotu. W 1963 roku odebrała wyróżnienie za debiut w Opolu. Rok później w tym samym miejscu doceniono ją za interpretację utworu. W 1965 roku na IV Międzynarodowym Festiwalu Krajów Nadbałtyckich w Rostocku wyśpiewała trzecią nagrodę. - Był to mój jedyny festiwal zagraniczny na który udało mi się pojechać - powie kilkanaście lat później w jednym z wywiadów. - Wcześniejsze propozycje tuż przed wyjazdem nagle się rozmywały, a na moje miejsce jechał ktoś inny.

W kraju jest wielką gwiazdą i idolką nastolatków. Sypią się zaproszenia na koncerty, jej zdjęcia zdobią okładki gazet. Pewien sprytny przedsiębiorca  produkuje - oczywiście bez zgody i wiedzy Karin - laleczkę z jej podobizną, która z miejsca sprzedaje się do zera. „Atomowa Kaśka” nagrywa przebój za przebojem: „Malowana lala”, „Autostop”, „300 tysięcy gitar”, „Chłopiec z gitarą”, „Tato, kup mi dżinsy”. Piszą dla niej najlepsi. Ale im bardziej rośnie jej popularność, tym mocniej jest krytykowana: za fatalną dykcję, fatalny akcent, braki w warsztacie wokalnym.

Stracona szansa

Z Czerwono-Czarnych odeszła w 1969 roku -  nagle, z dnia na dzień. Postawiła na karierę solową, ale niestety mimo początkowych sukcesów, nie było dobrze. Chociaż wciąż była bardzo popularna, nie chciał z nią pracować. W dodatki ataki w mediach nasiliły się - pisano o niej najróżniejsze bzdury, zaś ona, nie mając sprawnego menadżera, nie mogła się bronić. Z powodzeniem wystąpiła na festiwalu w Opolu w 1974 roku, ale jej występ został z transmisji telewizyjnej wycięty. Prasa wciąż ją atakowała, „Polskie Nagrania” nie widziały sensu wydawania jej nowej płyty, radio nie chciało nadawać jej piosenek, a telewizja zamknęła przed nią drzwi. Ponadto pracownicy PAGART-u zawalili jej dużą trasę po Niemczech kłamiąc, że jest ona niedostępna i wysyłając na jej miejsce innych artystów.

Karin miała dosyć. W 1976 roku wyjechała z kraju. Najpierw na kilka koncertów w Wiedniu, następnie na półroczne występy w USA, by ostatecznie osiąść w Niemczech. Wyjeżdżała z Polski z poczuciem wielkiej krzywdy. Tym bardziej, że w Niemczech wytwórnia płytowa już czekała na jej przyjazd. Nagrała tam kilka singli w języku niemieckim, a w 1979 roku ukazał się jej pierwszy niemiecki longplay. W roku 1981 wydała singel pod pseudonimem Cory Gun, a w 1982 - dwa single z własnym zespołem, tym razem po angielsku. Jej piosenki z powodzeniem szturmowały listy przebojów w Niemczech. Znakomicie rozwijającą karierę przerwał stan wojenny. Menadżerka Karin, Anna Kryszkiewicz, nie mogła wyjechać z Polski do Niemiec, by dopilnować promocji płyty i organizacji trasy koncertowej. Pozbawiona środków do życia Stanek musiała przyjąć obywatelstwo niemieckie. Do śpiewania wróciła dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych. Ale szansa zrobienia karierty już nie powróciła.

Nie chciała niszczyć legendy

W 1991 roku Karin Stanek po piętnastoletniej przerwie odwiedziła Polskę. Wystąpiła w koncercie poświęconym legendom polskiego rocka organizowanym przez Franciszka Walickiego. Polacy przyjęli ją entuzjastycznie, bisów nie było końca. Karin była szczęśliwa i chętna do pracy - znów poczuła wiatr w żagle. Do Sopotu wróciła za rok świętować trzydziestolecie pracy artystycznej. Wzięła także udział w programie Szansa na sukces, u boku wieloletniej przyjaciółki Heleny Majdaniec i Jacka Lecha. Ale na stałe wrócić do Polski nie mogła - opiekowała się mieszkającą w Niemczech matką.

Po raz ostatni publicznie pokazała się w 2005 roku. Od tamtej pory nagminnie odrzucała propozycje koncertów, wywiadów, występów w telewizji, radiu, jakie lawinowo spływały do niej z kraju. Nie chciała niszczyć legendy. Nie była już tą charyzmatyczną, roześmianą dziewczyną. Bardzo podupadła na zdrowiu. Zmarła 15 lutego 2011 roku.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy