Franciszek Walicki - "Z żalem zawiadamiam, że opuściłem ten świat"

Paweł Smoleński (całość dostępna na www.wyborcza.pl)
19.09.2016 11:31
A A A
Franciszek Walicki w 2004 roku

Franciszek Walicki w 2004 roku (fot. Dominik Sadowski)

Mija właśnie rok od śmierci ojca polskiego bigbitu, Franciszka Walickiego. Chyba nigdy nie zagrał ani jednego akordu, odkrywał talenty, organizował koncerty, pisał teksty śpiewanych po dzień dzisiejszy przebojów. Spod jego ręki wyszli: Niemen, Stanek, Rusowicz, Korda, Szczepanik, Nalepa, Skrzek. Przekonał PRL-owskich cenzorów, że Jimmy Page, gitarzysta Led Zeppelin, to słynna wokalistka i dlatego na okładkowym zdjęciu ma włosy niżej ramion.

Umiał dotrzeć do młodszych o pokolenie. „Był z jednej strony - wspomina Marek Gaszyński, dziennikarz muzyczny - cudowny, delikatny, uprzejmy, życzliwy. Z drugiej - twardy, stanowczy, bezkompromisowy. Odczuwali to głównie jego podopieczni, przede wszystkim muzycy, wobec których potrafił być bardzo wymagający, czasem nieprzyjemny - zwłaszcza gdy chodziło o dyscyplinę, lekceważenie prób, nadużywanie alkoholu”.

Instynktownie wyczuwał, w jakim kierunku zmierza muzyka, którą gra i której słucha
młodzież. Namówił Breakout Tadeusza Nalepy na pójście w kierunku białego bluesa i
cięższego rocka. Urszulę Sipińską zachęcił do śpiewania country, czym spowodował jej
sceniczny come back. Gdy na świecie zaczął być modny rock powiązany z jazzem, odkrył gdzieś na Śląsku SBB.

Był człowiekiem sukcesu. Umiał wyprawiać w zachodnie trasy koncertowe polskich
rockmanów, co samo w sobie było sztuką. Wyjazdy na Zachód liczyły się podwójnie: można było złapać kontakt ze światowymi trendami, ale też zarobić, więc obkupić się w sprzęt, którego w siermiężnym PRL-u po prostu nie było. (...)

Początek

W marcu 1959 r. z inicjatywy Walickiego powstaje zespół Rythm and Blues. Pierwszy
koncert gra w gdańskim klubie Rudy Kot. To początek polskiego rock and rolla, dosyć
głośny; walą tłumy, młodzież demoluje kilka sal.

Kilka miesięcy później Daniel Passent opisuje w „Polityce” koncert w Hali Mirowskiej:
„Publiczność wyła, darła się od pierwszego momentu tak przeraźliwie, że nie tylko nie było słychać wykonawców, ale nawet sąsiadów na widowni, którzy wymieniali uwagi, krzycząc sobie w ucho. Był to największy krzyk w Warszawie od czasu, kiedy Chromik pokonał Iharosa na stadionie Wojska Polskiego. Przeraża mnie fakt, że cała ta impreza odbywa się na poważnie. A więc, że patronuje jej prawdziwa gazeta »Sztandar Młodych«, że zezwoliła na nią autentyczna Stołeczna Rada Narodowa, że wszystko odbywa się nie w lesie, ale w największej państwowej hali w stolicy. Myślę, że następnym razem ktoś sięgnie po rozum do głowy i wyrażonym w programie »pragnieniom, aby koncerty zespołu mogły się jeszcze powtórzyć" nie stanie się zadość”.

We wrześniu ’59, wedle życzenia publicysty „Polityki”, zespołem zajmie się Edward Gierek, pierwszy sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach: „Jesteście na Śląsku. Nasza młodzież uczy się i pracuje. Raz w tygodniu chciałaby kulturalnie wypocząć, nabrać sił do dalszej nauki i pracy. Nie interesują nas wynaturzone mody, nie chcemy rozwydrzenia i rozpasania”.

Do zawieszenia zespołu znaleziono pretekst formalny. Decyzją Ministerstwa Kultury Rythm and Blues mógł grać tylko w salach dla najwyżej 400 osób, co nie zwracało kosztów organizacji koncertów.

Za mało chuliganów

Mija niespełna rok i Walicki zakłada Czerwono-Czarnych. Czarny to - wytłumaczy później - kolor niewoli. Czerwony - rewolucji. W Sopocie powstaje klub Non Stop; pierwsze miejsce w Polsce, gdzie gra się rock and rolla. „Jestem zachwycona atmosferą Non Stopu” - napisze w księdze pamiątkowej Kalina Jędrusik. „Bardzo tu ładnie, ale mam następujące zarzuty: 1) mało chuliganów, 2) wszyscy trzeźwi, 3) grzecznie się bawią. Czyżby to była inscenizacja?

Muszę tu wpaść kiedyś znienacka.” - to Stefania Grodzieńska. „Cieszę się, że mogłem
spędzić czas wśród świetnej młodzieży. To bardzo cenna inicjatywa” - Władysław Szpilman. Chuliganów nie było z prostego powodu. Niepokoili publiczność, więc Walicki
zaproponował, by stworzyli ochronę Non Stopu. Gdy Czerwono-Czarni wyniosą się do Szczecina, co Walicki potraktuje jak zdradę, powstaną Niebiesko-Czarni, na złość poprzednikom. W 1963 r. wystąpią w paryskiej Olimpii, która wyznaczała wówczas muzyczne trendy Europy. Jej szef Bruno Coquatrix napisał: „Odnieśliście triumf wobec całego Paryża, i to nie tylko dlatego, że zespół jest wysokiej klasy, ale i dlatego, że ma ten fantastyczny entuzjazm, który przenosi góry! Wasz występ w Olimpii zrobił na pewno więcej dla przyjaźni polsko-francuskiej niż poważne rozmowy dyplomatów”.
Kiedy światowym rockiem zacznie władać psychodelia - The Doors, Jefferson Airplane, The Who - Walicki pomoże zespołowi Blackout przekształcić się w Breakout; jest starszy od Tadeusza Nalepy o 22 lata. Będzie też akuszerem śląskiej grupy SBB i dewizy zespołu: „Szukaj, burz, buduj”.

Raj

Żona mówiła o nim: „Franek nie pali, nie pije, co bardzo sobie cenię. Nie znosi krawatów i marynarek - wielka szkoda. Zawsze coś robi. Uparty jak osioł. Sam sobie ułożył nekrolog: »Z żalem zawiadamiam, że w dniu (wpisać dzień, miesiąc, rok) opuściłem ten świat. Rodzinie oraz wszystkim, którzy mnie lubili, dziękuje za życzliwość, sympatię i pamięć, a tych, których czymkolwiek uraziłem, proszę o wybaczenie. Mój pogrzeb odbędzie się.«".

Pisał o sobie, że nie należał do pokolenia rebeliantów, a nawet tuż po wojnie uwierzył w
realny socjalizm, co zwalał na tolerancyjne domowe wychowanie i atmosferę
przedwojennego Wilna, gdzie działały liczne kółka lewicującej młodzieży. Z czasem
dostrzegł, że „socjalizm w Polsce staje się karykaturą socjalizmu.”. „I kiedy to do mnie
dotarło - pisał - zrozumiałem, dlaczego rock and roll wywołuje tak gwałtowne reakcje,
dlaczego skupia na sobie taką niechęć - i dlaczego warto poświęcić mu kawałek życia. Rock and roll stawał się symbolem niezależności, odrębności i swobody. Nie dał się wtłoczyć w koryto konformizmu, był przekorny i prowokujący. Otwierał drogę do innego świata, wzywał do obalenia murów, za którymi miał być raj”.

Breakout - "Na drugim brzegu tęczy"

Przychodzisz zawsze do mnie
gdy zapada zmrok
zapalasz rzekę tęczy
i przerywasz noc.
Nie pytasz nigdy o nic
a jednak wiesz co chcę:
przepłynąć poprzez tęczę
na jej nieznany drugi brzeg.
Zobaczyć słońce w nocy
zobaczyć latem śnieg
królika trzymać w dłoniach
i głaskać dłonią jego sierść.

sł. Jacek Grań (Franciszek Walicki), muz. Tadeusz Nalepa

Komentarze (1)
Zaloguj się
  • yahudeejay3

    0

    Walicki - - - - - -
    zmarł kolejny gwiazdor z PRL / pieszczoszek komuchów - osobnik, który kolaborując ochoczo z komunistycznym reżimem narobił dużo krzywdy polskiemu deejaystwu w latach '70 / '80 (i mnie osobiście!).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy