Edward Dziewoński. Rozśmieszanie to katorga!

Opracowano na podstawie tekstów Beaty Kęczkowskiej i Jacka Szczerby z archiwum GW
22.08.2016 10:04
A A A
Edward Dziewoński i Wiesław Michnikowski

Edward Dziewoński i Wiesław Michnikowski (fot. archiwum)

Genialne połączenie blagi z powagą. Za dowód w tej kwestii może służyć jego Dzidziuś z "Eroiki" (1957) Munka. Był śmieszny w szmoncesowym dialogu z Michnikowskim, ale też budził grozę jako Giuseppe Givola, alter ego Goebbelsa, w teatralnej "Karierze Artura Ui".

Znakomity aktor, reżyser i satyryk zmarł w sierpniu przed czternastu laty. Był założycielem i szefem Dudka, słynnego kabaretu, który w latach 1965-75 rezydował w warszawskiej kawiarni Nowy Świat. Nazwę zaczerpnął z własnego pseudonimu - w dzieciństwie sam siebie nazywał „Dudą”. W Dudku miały premiery skecze, z których potem śmiała się cała Polska, m.in. brawurowy „Sęk”.

Na ty z Ordonką

Dziewoński urodził się w Moskwie w rodzinie o artystycznych tradycjach. Ukończył
przedwojenny Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej w Warszawie. Bywał w salonach stolicy. W wieku 16 lat przeszedł na ty z Hanką Ordonówną, gdy - jak wspominał - upił się ze słynną aktorką na przyjęciu. Po wojnie występował w łódzkim teatrze Syrena. Zagrał w pierwszym powojennym polskim filmie fabularnym „Zakazane piosenki” (1947). Najsłynniejsza jest jego tragikomiczna rola warszawskiego cwaniaczka Dzidziusia Górkiewicza w „Eroice” Munka, u którego grał jeszcze w „Zezowatym szczęściu” i „Pasażerce”. Był współtwórcą i dyrektorem (w latach 1974-82) warszawskiego teatru Kwadrat. W 1989 r. wydał tom wspomnień „W życiu jak w teatrze”. Uwielbiał podróże samochodem, w ten sposób zwiedził całą Europę.

- Życie bez poczucia humoru nie miałoby sensu. Współczuję tym, którzy go nie mają - mówił.

Trochę ciążyło mu komediowe emploi i żądanie, żeby rozśmieszał: - To po prostu katorga. Ludzie, czego wy ode mnie chcecie? Ja jestem smutnym facetem - wyznał w jednym z ostatnich wywiadów.

Stroje szyte na miarę

Dudek - twierdzący, że „jedyne życie, jakie ma sens, to życie towarzyskie” - słynął z
lapidarnych uwag reżyserskich typu: „Co wy tu gracie? To jest poważne, ale to nie gestapo w piwnicy”. W ogóle miał swój osobny język. Jak coś mu się nie podobało, mówił: „Odpadajko”. Zwykł także komenderować: „Dzieci, teraz ustawiamy się wszyscy w prążek”. Był wybornym organizatorem - dzwonił do aktora w marcu, pytając go, co robi w styczniu za dwa lata, po czym informował, że go na ów styczeń angażuje. Mówił, co delikwent będzie wtedy grał, i odkładał słuchawkę. Dudek nosił eleganckie, szyte na miarę albo przywiezione z Zachodu stroje, a gdy pewna dziewczynka poprosiła go o autograf, potrafił, spytawszy ją o imię, napisać: „Miłej Halince z nadzieją, że mi kiedyś zrobi jaja na szynce”. Czy trzeba jeszcze coś dodawać, by dowieść jego wyjątkowości? No, może to, że robił świetne zdjęcia, a w jego mieszkaniu wisiała fotka kolan Gabrieli Kownackiej.

Mistrz skeczu

Kabaret Dudek to „Sęk”, „W Polskę idziemy”, „Karolkowa”, „Dwanaście butelek”, „Mija
mi”. Dudek to wspaniali aktorzy: Kwiatkowska, Gołas, Kobuszewski, Michnikowski. Dudek to tekściarze: Przybora, Młynarski, Tym, Bianusz. I muzycy: sam Jerzy Wasowski, Borzym, Derfel, Suchocki. Ale kabaret Dudek to przede wszystkim Edward Dziewoński.

Po raz pierwszy w sali na parterze kawiarni Nowy Świat kabaret Dudek zaprezentował się 13 stycznia 1965 roku. Widzowie zasiedli przy stolikach, na nich paliły się świece. Rozsunęła się niewielka kurtynka. Zaczął się wieczór pierwszy - „Spotkajmy się na Nowym Świecie”, za nim przyszły następne. - Pomiędzy 1965 a 1975 rokiem skrzyknięta grupa wspaniałych kolegów, która uwierzyła mi, że wiem czego chcę, po zakończeniu swoich spektakli pojawiała się na kabaretowej scenie  Dudka w kawiarni Nowy Świat. Tak niepoważnej sztuce dali się uwieść poważni aktorzy. Znakomici koledzy. Starali się bawić publiczność mądrze, a mnie dane było być ich DudkoSzefem
przez dziesięć lat - wspominał Edward Dziewoński we wstępie do dwupłytowego
albumu z najlepszymi numerami kabaretu.

Myślę o tym, że nie grał określonej postaci tak, jak tego sobie życzył autor (...) W dupie miał autora. Życzył sobie, żeby autor wziął pod uwagę tylko jego osobowość, a nie to, co proponuje w tekście, w wyobrażeniu o roli. Stąd ten jego charakterystyczny dystans.Gustaw Holoubek

Po pierwszym wieczorze w mig obiegła Warszawę wiadomość o kabarecie z tekstami
najwyższej próby. Wkrótce, by się dostać „na Dudka”, trzeba było nie lada znajomości. I tak aż do ostatniego pożegnalnego wieczoru 13 stycznia 1975 roku. Edward Dziewoński, namówiony przede wszystkim przez Wojciecha Młynarskiego,
przygotował jeszcze jeden program - ”Po 13-tu latach - czyli Dudek wiecznie żywy”,
premiera odbyła się jak zwykle 13, tym razem listopada 1987 roku. Ostatnie przedstawienia kabaretu Dudek grano w Nowym Świecie w kwietniu 1989 r.

Po programach, które zapełniały kawiarnię Nowy Świat, zostały wspomnienia. I jeszcze w domowych archiwach mógł ocaleć dwupłytowy album, kilka kaset, na których zarejestrowano programy, albo nagranie robione wprost z widowni, może kaseta wideo z którymś z późniejszych występów. Jest jeszcze monografia „Sęk z Dudkiem” Romana Dziewońskiego. I „Wieczór..., jakiego nie było” na płycie CD. Tylko twórcy kabaretu Dudek już nie ma.

Sęk

Beniek: - Halo. Halo. Poproszę panią zamiejscową. Lubartów czydzieściczy.
- Czy co?
- Nie, proszę pani, nie czy pytajne, tylko czy wzięte liczebniczo. Tak. Mój numer? Czysta
czydzieści czy. Już jest połączenie. Dziękuję ślicznie.
Halo. Halo! Halo!!!
Kuba: - Halo.
Beniek: - Kuba?
Kuba: - Kto mówi?
Beniek: - Ale czy Kuba?
Kuba: - Ale kto mówi?
Beniek: - Jeżeli nie Kuba, moje nazwisko pana nic nie powie. Kuba?
Kuba: - Jaki Kuba?
Beniek: - Goldberg.
Kuba: - A jeżeli Kuba, to kto mówi?
Beniek: - Rapaport.
Kuba: - Beniek?
Beniek: - Tak.
Kuba: - Tu Kuba.
Beniek: - Goldberg?
Kuba: - Tak. Co jest?
Beniek: - Jest interes do zrobienia! (...)

Polecamy