Elvis wiecznie żywy

Robert Sankowski
25.07.2016 09:23
A A A

fot. archiwum

Pojawienie się Presleya wywołało prawdziwą muzyczną i obyczajową rewolucję. Biały, który śpiewał jak czarny i do tego wyzywająco kręcił biodrami podczas swoich występów, zaszokował Amerykę. I choć król rocka zmarł przed czterdziestu bez mała laty, jego muzyka, interesy, a w pewnym sensie nawet on sam mają się bardzo dobrze.

Muzyka Presleya miała taką siłę oddziaływania na amerykańską młodzież końca lat 50., że FBI w swoich raportach umieszczało Elvisa wśród potencjalnych zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego. Zresztą rock and roll i towarzysząca mu rewolucja obyczajowa były równie ideologicznie podejrzane zarówno w swojej amerykańskiej ojczyźnie, jak i na przykład w tak odległym od niej wówczas, kulturowo i politycznie, kraju jak Polska.

 

Wzloty i upadki

Miał ich wiele w swojej karierze. Ale z perspektywy czasu te wahnięcia formy przestają mieć znaczenie. Zbuntowany Elvis śpiewający swoje pierwsze rockandrollowe przeboje i wywijający na scenie biodrami tak, że zamierały serca stróżów amerykańskiej moralności. Elvis jako prawdziwy patriota, oswojony przez establishment, powołany do armii i odbywający służbę w Europie (- Elvis umarł, gdy poszedł do wojska - mówił o nim potem John Lennon). Elvis odcinający kupony od sławy, nagrywający kolejne cukierkowe filmy w Hollywood. Elvis odrodzony, odziany w czarną skórę i seksowny jak chyba nigdy wcześniej, powracający w niesamowitym stylu na scenę słynnym koncertem z 1968 roku. Wreszcie Elvis z czasów Las Vegas - w obciachowych, przerysowanych strojach, zamieniający się we własną karykaturę, na dodatek coraz bardziej pogrążony w gwiazdorskiej paranoi (podobno potrafił przelecieć prywatnym odrzutowcem kilkaset kilometrów tylko po to, aby kupić sobie kanapkę z kurczakiem). Wszystkie te wcielenia zlały się po latach w jeden wizerunek Elvisa, który nieustanie inspiruje współczesną popkulturę.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem Elvisa, poczułem, jakbym wyrwał się na wolność
Bob Dylan

Rzecz wyjątkowa - praktycznie całej karierze Presleya towarzyszyły ekipy telewizyjne i filmowe. Od fantastycznie świeżych filmów z połowy lat 50. w postaci „Love Me Tender” czy przede wszystkim „Jailhouse Rock”, w których rodziła się legenda Elvisa, przez hollywoodzkie gnioty z następnej dekady, aż po występy w Las Vegas - każdy kolejny krok na scenie wykonywał pod okiem kamery. Dzięki temu teraz, prawie czterdzieści lat po jego śmierci ekranowe wspomnienia o Presleyu nabierają tak wielu wymiarów. I prócz zwyczajnych filmów trafić można na przykład na kapitalny „Elvis: Taki właśnie był” - zapis przygotowań i samego koncertu Presleya z Las Vegas z 1970 roku. Fascynujący portret artysty w punkcie zwrotnym kariery - momencie przemiany z żywiołowego rockandrollowca (próby z zespołem, podczas których śpiewa na przykład beatlesowskie „Get Back”!) w kiczowatego zabawiacza publiczności w Las Vegas (tanie chwyty pod publiczkę w czasie wykonywania „Love Me Tender”). Już nie perłą, lecz na pewno obowiązkową pozycją dla wszystkich fanów rocka jest ubarwiony kapitalnymi zdjęciami dokumentalnymi i fragmentami filmów, nawet niewychodzący zbytnio poza telewizyjną sztampę, wywiad z wieloletnim przyjacielem Elvisa Jerrym Shillingiem. W jego wspomnieniach Presley nabiera innego wymiaru. - Na własne oczy widziałem amerykański sen - mówi Shilling. A na ekranie nieśmiały chłopak z Południa przeistacza się w ikonę światowej popkultury. I wciąż pozostaje tą ikoną 30 lat po swojej śmierci.

 

Najzamożniejszy nieboszczyk

Kariera Elvisa po jego śmierci rozwija się znakomicie - piosenki grane są w stacjach radiowych (w Memphis nadaje nawet Radio Elvis, w którym przez 24 godziny na dobę usłyszeć można wyłącznie Presleya), ukazują się płyty. Wydany w 2002 r. album z przebojami „Elvis: 30 # 1 Hits” tylko w samych Stanach Zjednoczonych rozszedł się w nakładzie 3 mln egzemplarzy.

Jak widać, na Presleyu wciąż nieźle się zarabia. Regularnie zajmuje on też pierwsze miejsce na publikowanej co roku przez magazyn „Forbes” liście najlepiej zarabiających nieboszczyków. Co roku wokalista - choć od tak dawna nie żyje - zarabia kolejne 50 milionów dolarów. Nie decydują o tym tylko wpływy z praw do jego piosenek, także z całego przemysłu, który narósł wokół jego osoby i najwyraźniej wciąż jest niezwykle intratnym biznesem. Elvis - jako postać, jako muzyk, jako mit - nie przestaje hipnotyzować fanów na całym świecie.

Należąca do jego córki Lisy Marie firma Elvis Presley Enterprises dzięki sprzedaży gadżetów i biletów do posiadłości Presleya Graceland w 2004 r. osiągnęła zyski przekraczające 130 mln dolarów. Rozważane są możliwości wypuszczenia na rynek serii ubrań oraz mebli firmowanych nazwiskiem Elvisa. To może być sukces, bo od wielu lat w Stanach przebojem są książki kucharskie oparte na jadłospisie Króla.

Przed Elvisem nie było nic. Dosłownie nic. Ci, którzy biorą do ręki pędzel, chcą być van Goghiem. Ja chciałem być Elvisem. Gdyby go nie było, nie byłoby też Beatlesów.
John Lennon

 

W niewoli u kosmitów?

Gdy Elvis zmarł w 1977 r., oficjalnie działało 170 jego sobowtórów. Dziś szacuje się, że na całym świecie jest ich około 85 tys. Jeśli ich liczba będzie rosnąć w takim postępie, około roku 2019 co trzeci mieszkaniec Ziemi będzie żył z naśladowania Presleya - kpił nie tak dawno temu amerykański portal The Naked Scientists. Popularność Presleya nie maleje, a wśród jego wielbicieli są przedstawiciele kolejnych pokoleń. Według danych z Graceland połowa turystów odwiedzających posiadłość ma dziś 35 lub mniej lat. Na całym świecie zarejestrowano 625 jego fanklubów.

Wokalista pobudza też wyobraźnię internautów. Po wrzuceniu hasła „Elvis Presley” wyszukiwarka Google w ciągu 0,11 s wynajduje ponad 3 mln adresów internetowych. W sieci wytropić można zwolenników teorii spiskowych, według których Presley tylko ukrywa się gdzieś na amerykańskiej prowincji. Są relacje osób, które się z nim spotkały. Dobrze ma się też wersja, według której Presleya uprowadzili kosmici. Silnie reprezentowane są również strony religijnych wyznawców Elvisa. Na świecie działa Kościół Elvisa, Kościół Jesusa Elvisa oraz Kościół Presleyan.

Elvis wciąż jest jedną z najważniejszych ikon współczesnej kultury. Kilka lat temu w sondażu Amerykanie wskazali go jako najważniejszą postać w historii muzyki rockowej. Wciąż honorowany jest nagrodami. Wyróżnienia przyznały mu między innymi Akademia Muzyki Country i Stowarzyszenie Muzyki Gospel. Oczywiście jest członkiem Rockandrollowej Galerii Sław w Cleveland.

- Przed Elvisem nie było nic - mawiał John Lennon pytany o rolę Presleya w muzyce. Chwilami łatwo odnieść wrażenie, że niewiele zdarzyło się także po Elvisie.

 

 

 

 

Polecamy