Mały fiat 126p. Pan odjeżdża, czy zapakować?

Marek Luboński
22.12.2015 12:25
Warszawa w niegu

Warszawa w niegu (fot. JAN MOREK)

Sylwester 1978. Zima stulecia. Dużo wcześniej umówiliśmy się z przyjaciółmi na witanie nowego roku w osadzie położonej w sercu lasu. By tam dotrzeć, trzeba było pokonać 10 kilometrów. Do dyspozycji mieliśmy małego fiata, a było nas siedmioro. Do tego - blachy pączków za zagłówkiem, przed samochodem zaś - zaspy rodem z Norylska. I co? Dotarliśmy na czas

Nasz team to oczywiście pikuś w porównaniu z grupami wyczynowców, których ambicją było wypełnianie pasażerami wnętrza malucha, jak pieszczotliwie mówiono o tym peerelowskim skarbie, do granic możliwości. Wygląda zresztą na to, że pogoń za rekordem na tym polu przeniosła się w nowe tysiąclecie. Gdy przed pięciu laty w internetowym serwisie YouTube zamieszczono film, który dowodził, że do fiata 126p wchodzi 12 i pół ucznia, szybko pojawiła się relacja wcześniejsza o rok, z której wynika, że mieści się tam aż 16 osób! Widziałem lepszą akcję - dopisał ktoś pod tym drugim filmem. - 18 osób JECHAŁO!!! maluchem. Rzecz miała miejsce latem 2007 na Podklasztorzu w Sulejowie...

Trzy i pół miliona

Plany produkowania nad Wisłą małolitrażowych samochodów zrodziły się jeszcze w 1970 roku, tuż przed nadejściem ery Edwarda Gierka. Rozmowy prowadzono z takimi firmami, jak Citroën, Ford, Renault czy Volkswagen, ale żadna z nich nie była równie skora jak Fiat do tego, by spłacać licencję „wyrobami motoryzacyjnymi”

Pierwszego malucha złożono 6 czerwca 1973 roku. Powstał z włoskich części, w otwartej sześć miesięcy wcześniej Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej, przy czym stało się to sześć tygodni przed uruchomieniem taśmy produkcyjnej. Montowano go do września roku 2000. Podczas tego z górą ćwierćwiecza przyszło na świat blisko trzy i pół miliona fiatów 126p, spośród których 900 tys. wyjechało do Europy Zachodniej i Jugosławii, na Węgry, a nawet do Chile, Chin i Nowej Zelandii.

W Polsce fiacika zdobyć można było dzięki przedpłatom. Chociaż... Jeśli ktoś dysponował dolarami - miał go od ręki. Jeśli ktoś miał szczęście - mógł go wygrać w jakimś konkursie. Można też było - ale to już nieco inna bajka - wylosować wcześniejszy termin dostawy. Na jakiej zasadzie? Nikt dziś tego nie pamięta

Pozyskanie malucha postrzegano jako dar od losu, ale tak naprawdę był to początek nieznanych wcześniej kłopotów. Bo tak Koła kradziono na potęgę, ponieważ nie było ich w sprzedaży. Podobnie rzecz wyglądała z akumulatorami, wobec czego wiele osób zabierało je do domu: zimą także z tego powodu, że gdy przyszedł mróz - padały jak muchy. Trzeba się było martwić o uchylne szyby, które - ku uciesze złodziei - łatwo było wyjąć, o dyszę wolnych obrotów, którą mógł zapchać byle śmieć, o stan podsufitki, która każdej chwili mogła spaść na głowy pasażerów...

Tak Fiat 126p to fenomen, który składał się głównie z paradoksów. Na każdym odcinku, na każdym. Niby taki marny i taki mały, ale - swoją moc miał! I mechaniczną, i rynkową. Jeden z kierowców doświadczalnych FSM wspominał, że osiągnął w maluchu prędkość 170 km na godzinę! Jeden z polityków chwalił się zaś, że kupił fiacika za 70 tys. złotych, a sprzedał za kwotę dwukrotnie wyższą

Jaki mur? Krawężnik!

W 1978 roku wydano zbiór żartów o maluchu zatytułowany „126 x 126p”. Było to pokłosie konkursu, ogłoszonego zresztą przez FSM. Nadesłano około cztery tysiące dowcipów. Nic dziwnego, że aż tyle, bo pierwszą nagrodą był talon na wiadomo co.

Kierowca pod drzewem, na którym wisi maluch: - Że mały, wiedziałem, że nie ma przyspieszenia, wiedziałem, ale że, kurna, boi się psów..?

Pasażer malucha pyta kierowcę: - Co to za mur po prawej? - Jaki mur? Krawężnik!

Dlaczego w maluchu nie wyciszają silnika? Bo i tak uszy zatyka się kolanami.

FSM otrzymała błogosławieństwo z Watykanu: fiat126p to jedyne auto, w którym nie można zgrzeszyć.

W salonie Polmozbytu: - Pan odjeżdża tym wozem, czy go zapakować?

Bywało, iż życie przerastało żarty. Gdy w pierwszych miesiącach stanu wojennego okazało się że liczba osób, które na fiata 126p wniosły przedpłaty przekroczyła milion, wobec czego wiele z nich mogło liczyć na odbiór samochodu dopiero po roku 1990, zaczęto się pocieszać, że amatorzy fortepianów w sumie mają gorzej, bo na te swoje klawisze czekać muszą 15 lat dłużej

Rewia piosenek

Kpiliśmy z malucha na potęgę, ale też kochaliśmy go, zdaje się, miłością bezbrzeżną. Najlepszy dowód, że stał się bohaterem piosenek. Niby ironicznych, ale i trochę sentymentalnych. I tu zagadka: pamiętają Państwo, kto wykonywał te, których fragmenty kończą nasze wspominki o fiacie 126p? Rozwiązanie znajduje się gdzieś na tej stronie Jest przy tym zdecydowanie mniejsze, niż ów słynny maluch

1.

Raz pewien mały Fiatek,

W Syrence się zakochał.

Po nocach przez nią nie spał,

W godzinach szczytu szlochał

2.

W Polsce każdy miał malucha,

I na niego mocno chuchał.

Mały, tani, na urlopy,

Zjeździł z nami pół Europy

 

***

Rozwiązanie zagadki: 1. Andrzej Rosiewicz - „Piosenka o miłości małego fiata do syrenki”; 2. Big Cyc - „Mały fiat”.

Polecamy